(Aktualizacja: KWIECIEŃ 2020)

 

Julian Tuwim


ZACHÓD

 

1

Na horyzoncie

Mosiężnym felczerskim talerzem

W ziemię wcina się słońce dzwoniące,

Barwą oliwną gorące,

Świecące kuchennym moździerzem.

Dzwońcie, metale, dzwońcie!

 

Na horyzoncie

W czerwonozorzu

Blachy hucznego blasku łopocą,

Głębie łbami w dzwony grzmocą,

Kuźnia płomieni w morzu,

Krwawisko gore w morzu,

Płońcie, metale, płońcie!

 

2

- Zaganiaj do obory krwawomiedziane woły,

Zwóź snopy złotochrzęste do pękatej stodoły,

Zgarniaj garściami dukaty-czerwieńce,

Rąb toporami bryły granitu na romby,

Wbij w kipiące orkiestry ostrogłose trąby,

Beczkom burgunda odbij dna,

Niech po niebiańskich wybojach gna

Faetonowy furgon  chlastających barył,

A ty jeszcze z wiatrem za nim puść

Jarzębinowe wieńce dyskobolem!

Jazda pieninami chmur, tatrami zórz, światła podolem!

Żagwiącym pragniesz kaukazem? O, i kaukazem możesz!

Patrz! nie dekalogami, ale całymi synajami ciska gorejący Mojżesz,

Całe wisły i wołgi ciekłego kotłują rubinu,

I gradobicie róż i spienione bałtyki bursztynu,

A cegły z fabryk i ulic bruk

Wyrywa rewolta kolorów i form –

I w gruzy tęczowe! I wali się bóg

I strzępy sztandaru nabija na piorun.

 

3

Takiego nieba nie pamiętali najstarsi ludzie,

Z takiego nieba religie nowe w stulecia płyną,

Lud się biczuje, w zakony zbiera, krzycząc o cudzie,

I wieki potem żyją tą jedną dziką godziną.

 

Później jest mały kościołek wiejski z barwnym ołtarzem,

I nabożeństwo odprawiający nie wie ksiądz pleban,

Że tłum na klęczkach i śpiew błagalny i tępe twarze:

Że się to wszystko poczęło niegdyś z takiego nieba.

 

I za lat tysiąc nie będzie wiedział ów papież nowy,

Z gwardią pstrokatą na stupiętrowym siedzący tronie,

Że to runęło z takiego nieba w wieczór lipcowy,

Że niebo zgasło, niebo ucichło, a wiara płonie.